Akt I
W sali teatru "Orpheum" w Budapeszcie goście czekają na numer wieczoru - występ gwiazdy kabaretu Sylvii Varescu. Szczelnie wypełniona sala aż lśni od oficerskich mundurów, eleganckich fraków i wieczorowych sukni. W teatrze zgromadziła się śmietanka towarzyska stolicy, bo wyjeżdżająca nazajutrz na amerykańskie tournée Sylvia ma zaśpiewać swojego pożegnalnego Czardasza. "Hej, o hej, nieś mnie, nieś! Struj mnie melodią, jak żywy płomień w rytm szaleńczy chwyć!" - śpiewa bohaterka wieczoru i szaleńczym rytmem zaraża całą publiczność. Takiej owacji dawno nie było słychać w Budapeszcie - zgodnie przyznają Boni i Feri, których doświadczenie i wiedza na temat nocnych uciech miasta nie pozwalają wątpić w prawdziwość tej opinii. W końcu to oni znają najsłynniejsze w stolicy Artystki, artystki, artystki z variété... Obydwaj bon vivanci z ironicznym uśmieszkiem komentują krążące po teatrze plotki na temat Edwina, zakochanego w Sylvii młodego księcia Lippert-Weylersheim. Ale oto zjawia się sam Edwin. Boni ma dla niego telegram - to ojciec księcia po raz kolejny usiłuje przywrócić syna do porządku. Jednak Edwinowi ani w głowie powracanie na ścieżkę arystokratycznej cnoty. Choć na świecie dziewcząt mnóstwo..., książę kocha tylko Sylvię. Tymczasem Boni obwieszcza zaskoczonym gościom "Orpheum", że... postanowił zaprzestać nocnego życia. Pyszny żart! Przecież wszyscy wiedzą, że dla Boniego Tak całkiem bez dziewczątek na nic świat... I rzeczywiście, oświadczenie lekkoducha okazuje się tylko wstępem do nowej pełnionej przez niego roli: wodzireja przyjęcia wydanego na cześć Sylvii. Ukochana Edwina zostaje ukoronowana królową "Orpheum". Jakże trudno jej w takiej chwili zaśpiewać: Nie szukam szczęścia za górami, za lasami... Edwin nie może dobrze bawić się na przyjęciu - w końcu to pożegnanie jego ukochanej. W dodatku w teatrze zjawia się pułkownik von Rohnsdorf, który wręcza Edwinowi rozkaz powrotu do Wiednia. Książę, jako oficer, nie może odmówić. Surowy pułkownik strofuje go, przypomina o narzeczonej, która czeka na niego w Wiedniu. Edwin i Stasi zostali zaręczeni jeszcze w dzieciństwie, kiedy nikt nie myślał o tym, żeby poprosić którekolwiek z nich o zdanie. Rohnsdorf chce skompromitować Edwina w oczach Sylvii: wręcza Boniemu - znanemu plotkarzowi - zaproszenie na oficjalną uroczystość zaręczynową księcia. Nieświadomy podstępu Edwin zaskakuje wszystkich: ogłasza przed gośćmi, że zamierza poślubić Sylvię. Podpisuje oświadczenie, w którym uznaje pannę Varescu za swoją prawowitą małżonkę i przysięga, ze w ciągu ośmiu tygodni wstąpi z nią w oficjalny związek. Ślub w "Orpheum"! Tego nie wymyśliłby nawet autor operetek! Cóż znaczy kilka tygodni rozłąki wobec szczęścia, które czeka młodą parę już za dwa miesiące... Gdyby kurtyna zapadła zaraz po wyjeździe księcia, nic nie zmąciłoby radosnego nastroju. Niestety, zjawia się Boni i obwieszcza najświeższą nowinę. Czyżby książę zakpił sobie z rozkochanej w nim dziewczyny? Sylvia postanawia wyjechać do Ameryki.
Akt II
W pałacu Lippert-Weylersheim trwa przyjęcie z okazji zaręczyn księcia z hrabianką Anastazją. Rodzice Edwina - książę Leopold Maria i księżna Eleonora - nareszcie są zadowoleni: ich syn, po zniknięciu Sylvii, pogodził się z myślą o małżeństwie z Anastazją. Tak jak gołąbeczki dwa żyć ma z żonką mąż... - śpiewają do siebie narzeczeni. Ale oto na przyjęciu zjawiają się nie zapowiedziani goście: Boni z... małżonką. Udaje ją Sylvia, która dzięki podstępowi chce sprawdzić prawdziwe uczucia Edwina. Rozpowiada wszędzie, że nie tylko pułkownik Rohnsdorf zauważył jej uderzające podobieństwo do niejakiej Sylvii Varescu, słynnej "Księżniczki czardasza", szansonistki z Budapesztu... Oczywiście Edwin natychmiast rozpoznaje ukochaną. Nie rozumie, o co chodzi Sylvii, która wyrzuca mu, że ich małżeństwo potraktował jak szampański dowcip. Wszak to Był taki czas, cudowny czas, gdy szczęścia blask na serca padł... Tymczasem szykuje się kolejna niespodzianka. Boni zakochał się w Stasi! Problem polega na tym, że Edwin jest obrażony na Sylvię, Sylvia na Edwina, a Stasi zaloty Boniego wydają się mocno podejrzane. Edwin tańczy więc ze Stasi, a Boni z Sylvią. Żonko, żoneczko, słonko, słoneczko, nikt nie tańczy tak jak ty! - nieszczerze śpiewają do ucha partnerek i Edwin, i Boni. Jednak nieporozumienie - jak to na balu - nie trwa długo. Boni - bez żalu - wymawia małżeństwo Sylvii i obie pary wkrótce wyznają sobie miłość. Proste, nieprawdaż? Bo to jest miłość, ta głupia miłość - aż chciałoby się zaśpiewać. Sylvia i Edwin mogą wreszcie otwarcie powiedzieć do siebie: W rytm walczyka serce śpiewa: kochaj mnie... Jako eks-żona hrabiego Boniego Sylvia może przecież poślubić księcia, który nie straci ani tytułów, ani bogactwa. "A gdybyś musiał wyrzec się tego wszystkiego?" - pyta na wszelki wypadek Sylvia. "To by nie było prawdziwe szczęście" - odpowiada Edwin, zadowolony, że wszystko pomyślnie się ułożyło. Książę przedstawia rodzinie nową narzeczoną. Ta pokazuje dokument zobowiązujący Edwina do poślubienia jej, ale zwalnia narzeczonego z danego jej słowa i opuszcza dom księstwa. Zastanowiły ją słowa Edwina o tym, że "to by nie było prawdziwe szczęście..."
Akt III
Sylvia i Boni w wiedeńskim hotelu "Belvedere" rozpamiętują swoje klęski. Dopiero nagłe pojawienie się Feriego, który przybył tu jako impresario z grupą tancerek "Orpheum", poprawia im humor. Feriemu udaje się namówić Sylvię do powrotu do teatru: Jaj mama, życie krótkie, żal młodych lat! - śpiewa. Okazuje się jednak, że w hotelu przebywa cała rodzina księcia Lippert-Weylersheim. Kiedy Edwin znowu próbuje strofować Boniego, ten postanawia raz na zawsze wyjaśnić sytuację. Prosi księcia Leopolda o rękę Stasi. Stary książę, widząc, że hrabianka zakochała się w Bonim, zgadza się na ślub. Nie dopuszcza jednak myśli o mezaliansie syna. Upartego arystokratę usiłuje przekonać Feri: on sam, pomimo swego tytułu, wiele by dał, by w młodości móc poślubić pewną szansonistkę. Na widok portreciku niegdysiejszej ukochanej Feriego Leopold Maria omal nie dostaje ataku serca. Wszak to jego własna Eleonora, którą poślubił jako wdowę po baronie Gaza Zentlerze! Ogień, bujna krew, to nasz węgierski śpiew - ożywają wspomnienia w pamięci księżnej, stapiając ostatecznie upór Leopolda Marii. W końcu Sylvia będzie po prostu kolejną szansonistką w rodzinie... Już za chwilę sprytny Boni sprawia, że Sylvia krzyczy w obecności Edwina: "Kocham cię, dla ciebie tu przyjechałam, bez ciebie żyć nie mogę!" I już za chwilę wszyscy mogą zaśpiewać: "Bez miłości świat nic nie wart - kochaj mnie!"
JM

