loading
Szukaj na stronach GTM
Strona główna Powrót

Recenzje - Cyrulik sewilski

"CYRULIK..." W GLIWICACH

Wielkie teatry operowe włączają nieraz do swego repertuaru wybitne dzieła klasycznej operetki: przykładem choćby Opera Wiedeńska czy Metropolitan Opera, gdzie dość regularnie oglądać można Straussowską "Zemstę nietoperza", a także warszawski Teatr Wielki, który całkiem niedawno wystąpił z premierą "Wesołej wdówki" Lehára.

Znacznie rzadsze natomiast są przypadki, kiedy przybytek lżejszej muzy, tj. teatr operetkowy lub musicalowy, sięga po pozycje z dziedziny opery. Tak jednak właśnie stało się niedawno w Gliwicach, gdzie święcący 50-lecie Teatr Muzyczny, w swoim czasie cieszący się sławą jednej z najlepszych scen operetkowych w naszym kraju, wystąpił 25 kwietnia z premierą "Cyrulika sewilskiego" Rossiniego.

I powiedzieć trzeba, że mimo skromnych środków była to premiera nadspodziewanie udana. Młody kapelmistrz Tomasz Biernacki z powodzeniem prowadził arcydzieło Rossiniego przy dyrygenckim pulpicie (warto podkreślić z uznaniem czystość i delikatność brzmienia grupy instrumentów dętych w orkiestrze). Reżyser Jacek Chmielnik pokierował akcją w sposób prosty i bezpretensjonalny, dbając o jej żywe tempo (może tylko niektóre gagi, w drugim zwłaszcza akcie, wydawały się nieco przerysowane i nadmiernie przeciągnięte w czasie), z czym dobrze współgrała skromna, lecz funkcjonalna oprawa scenograficzna Jerzego Boducha oraz kostiumy zaprojektowane przez Dorotę Morawetz.

Co zaś najważniejsze, udało się do przedstawienia tego zgromadzić solistów, którzy na pewno nie sprawili zawodu. Prym wiodła tu niewątpliwie zaproszona gościnnie Iwona Hossa, śpiewająca partię Rozyny z wdziękiem i polotem, swobodnie przy tym pokonując jej wirtuozerskie trudności. Partię hrabiego Almavivy z ujmującą kulturą śpiewał Adam Zdunikowski, dobrym odtwórcą niełatwej partii tytułowej okazał się Ireneusz Miczka, a jeszcze bodaj lepiej wypadł krakowski bas Jacek Ozimkowski jako Don Basilio. Na pochwałę zasłużyła też Anna Wilczyńska w epizodycznej roli służącej Marceliny (Berty).

Od tej więc strony rzecz wypadła świetnie. Kolejną zaś walną zaletą gliwickiego przedstawienia okazało się przygotowanie go w języku polskim, co umożliwiło publiczności dokładne śledzenie wszystkich zabawnych sytuacji i słownych dowcipów, a żywa i spontaniczna reakcja widowni na kolejne zwroty akcji świadczyła, iż trafiono z tym celnie.

Wydaje się więc, iż po przejściowych trudnościach Gliwicki Teatr Muzyczny stanął znowu na nogi, a ambicji, jak widać, zasłużonej tej scenie (która m. in. jako chyba pierwsza po II wojnie prezentowała spektakle operetek Moniuszki) nadal nie brakuje.

Józef Kański, "Ruch Muzyczny", 2002 nr 12

TEATR W OPERZE

PREMIERA "CYRULIKA SEWILSKIEGO" W GLIWICKIM TEATRZE MUZYCZNYM

"Chcieliśmy, żeby "Cyrulik sewilski", choć oczywiście na najwyższym muzycznym poziomie, był raczej sztuką teatralną z wyraźnie zarysowanymi postaciami, charakterami, intrygą" - powiedział kierownik muzyczny przedstawienia, Tomasz Biernacki. I ta integracja walorów opery i teatru udała się realizatorom arcydzieła Rossiniego w Gliwickim Teatrze Muzycznym (25. 04. 2002). Zasługa to przede wszystkim reżysera, popularnego artysty teatru i filmu, Jacka Chmielnika oraz sekundujących mu scenografa Jerzego Boducha i projektantki kostiumów Doroty Morawetz.

Jacek Chmielnik inteligentnie wykorzystał genezę literacką libretta "Cyrulika sewilskiego" (komedia Beaumarchais) i dokonując wspólnie z Tomaszem Biernackim skrótów tekstowych i muzycznych, opowiedział tę fabułę w sposób barwny, zajmujący i bardzo aktorski. Tekst podany został w języku polskim, co zbliżyło treść i podkreśliło błyskotliwy humor zawarty w libretcie (choć dla wytrawnego widza, przyzwyczajonego już do wersji włoskiej, mogło to stanowić pewne zaskoczenie). Dowcipna, ale oszczędna scenografia, na ogół trafne stylowe kostiumy (prócz stroju Don Basilia, wyraźnie krępującego artystę i chyba odbiegającego od epoki), dużo kontrolowanego scenicznego ruchu urozmaicało akcję i ułatwiało odbiór. Spektakl mógł również zadowolić słuchaczy i od strony czysto muzycznej. Orkiestra pod batutą Tomasza Biernackiego brzmiała całkowicie poprawnie, może zabrakło wirtuozerii i finezji w niektórych fragmentach, ale np. słynna burza w II akcie była znakomita. Pewne zastrzeżenia mogą budzić jednakże tempa: zbyt wolna uwertura i cały I akt, nieco za szybki II (może w stosunku do I?)

Zespół solistów został dobrany bardzo starannie. Adam Zdunikowski (Almaviva), bezsprzecznie najlepszy wykonawca spektaklu premierowego, nie potrzebuje reklamy. To wspaniały śpiewak. Zademonstrował piękne wyrównany głos o ciekawej barwie, bardzo swobodny w górze, o wspaniale słyszalnym piano. Śpiewał wręcz idealnym legato. Partnerująca mu w partii Rozyny Iwona Hossa ukazała również całe bogactwo swego urokliwego głosu. Gęsta średnica, jasna, otwarta góra i całkowita swoboda w koloraturze to podstawowe zalety sztuki wokalnej tej śpiewaczki. W przebiegu swej partii artystka jednak zbyt koncentrowała się na dokładnym i precyzyjnym wyśpiewaniu koloratur (co zresztą udawało się jej znakomicie), przez co miało się wrażenie pewnego oderwania tych ozdobników od właściwej arii. W partię tytułowego Figara wcielił się młody absolwent katowickiej AM, baryton Ireneusz Miczka. To ładny, mocny głos, dobrze postawiony i prowadzony. W postać sprytnego cyrulika wniósł wiele brawury i młodzieńczego uroku. Jacek Ozimkowski, bas krakowski, zadebiutował scenicznie w roli Don Basilia. I debiut ten, wokalnie i aktorsko, należy uznać za wyjątkowo udany. Artysta dysponuje naturalną vis comica i pełną swobodą aktorską, a śpiewa głosem mocnym, głębokim, o ładnym brzmieniu. Warto śledzić karierę sceniczną tego niewątpliwie utalentowanego śpiewaka. Pozostali wykonawcy: Ryszard Smęda (Don Bartolo) i Anna Wilczyńska (Berta) wnieśli w swe role rutynę wokalną i umiejętności aktorskie.

Podsumowując, można stwierdzić, że ta forma prezentacji dzieła operowego, ta forma dialogu twórców z widzem, sprawdziła się, przynajmniej w warunkach i założeniach programowych Gliwickiego Teatru Muzycznego.

Jacek Chodorowski, "Trubadur", 2002 nr 2

PREMIERA "CYRULIKA SEWILSKIEGO"

W Gliwickim Teatrze Muzycznym odbyła się premiera "Cyrulika sewilskiego" w reżyserii Jacka Chmielnika.

"Cyrulik sewilski" to jedna z najbardziej znanych oper komicznych. I chyba najbardziej kochanych - za lekkość, finezję i niebywały wdzięk. Libretto, na podstawie komedii Pierre'a Beaumarchais, opowiada historię miłosną, rozgrywająca się w XVIII-wiecznej Sewilii. Tytułowy bohater - cyrulik Figaro - snuje mnóstwo intryg, aby przechytrzyć zazdrosnego Doktora Bartolo i połączyć jego wychowanicę Rozynę z zakochanym w niej śmiertelnie Almavivą.

Spektakl reżyserował Jacek Chmielnik, przed laty znany aktor ("Kingsajz", "Vabank"). Kilka tygodni przed premierą zapowiadał, że spektakl będzie klasyczny i tak rzeczywiście było. Inscenizacja była tradycyjna, a nawiązania do współczesności delikatne (np. gdy Ryszard Smęda jako Don Bartolo naśladował sceniczne gesty Pavarottiego).

Świetne kreacje stworzyli główni aktorzy spektaklu. Ireneusz Miczka jako Figaro był przekonujący, przypominał ulicznego wydrwigrosza, który fryzjerskie przybory nosi w niezliczonych kieszeniach. Bardzo wyrazisty był także Adam Zdunikowski jako hrabia Almaviva. Umiejętnie przeistaczał się z podpitego wojaka we flegmatycznego asystenta Don Bazylia, nauczyciela muzyki. Iwona Hossa jako Rozyna przede wszystkim uwodziła głosem. Chyba jako jedyna w spektaklu nie szafowała gestami.

Orkiestra pod dyrekcją Tomasza Biernackiego grała lekko i z humorem. Umiejętnie wydobyła cały kunszt dzieła Rossiniego, z dbałością o dramaturgię. Dobrze się stało, że "Cyrulik..." był grany w polskiej wersji językowej, gdyż widzowie bez trudu mogli podążać za intrygą.

Gliwicki spektakl może się podobać - jest równy, z silnie zarysowanymi postaciami i skontrastowanymi emocjami. I przede wszystkim śmieszy, a przecież o to w operze komicznej chodzi.

Marcin Mońka, "Gazeta Wyborcza", 30.04.2002

WYPRAWA W NIEZNANE

Formalnie rzecz ujmując Gliwicki Teatr Muzyczny to najmłodsza instytucja w kraju. Powstał w zeszłym roku, gdy zarząd miasta zmęczony sporami ze związkami zawodowymi rozwiązał dawny Teatr Muzyczny w Gliwicach i powołał nowy. Pierwszy sezon po zmianie potwierdza słuszność decyzji, o czym świadczy i ostatnia premiera.

Protesty związkowców pojawiły się, gdy obowiązujący tu przez lata klasyczny repertuar operetkowy zaczęły wypierać musicale. Gościnne angażowanie do nich nowych wykonawców nie podobało się artystom na stałych etatach. - Generalna reforma była niezbędna - uważa Krzysztof Piotrowski, kierownik artystyczny Gliwickiego Teatru Muzycznego. - Mogliśmy oczywiście pozostać w kręgu tradycyjnej operetki, ale coraz trudniej pozyskać dla niej widzów. Do specjalizacji wyłącznie w musicalach nie jesteśmy przygotowani, choćby ze względów technicznych. Zdecydowaliśmy się więc na wariant trzeci: różnorodność propozycji i gatunków scenicznych.

Obowiązuje on w Gliwicach od obecnego sezonu. Teatr zrezygnował też z etatów dla solistów. Ci angażowani są albo na terminowe kontrakty, albo jako wykonawcy konkretnych ról w kolejnych premierach. Obok klasycznego "Ptasznika z Tyrolu" można obejrzeć musicalową "Oklahomę!", a także spektakle-zajęcia Akademii Teatralnej adresowane do młodzieżowej widowni. A teraz przyszedł czas na wyprawę w krainę opery. - Pierwszą w gliwickim teatrze od 50 lat - dodaje dyrektor naczelny Paweł Gabara. I przyznaje, że sam jest ciekaw, jak operową premierę przyjmie publiczność.

Zdecydowano się na arcydzieło komediowe: "Cyrulika sewilskiego" Gioacchino Rossiniego w polskim przekładzie i z pewnymi skrótami, dokonywanymi zresztą niekiedy i w innych inscenizacjach. Reżyserię powierzono debiutującemu w operze Jackowi Chmielnikowi. Perypetie miłosne hrabiego Almavivy i Rosiny, którym pomaga cyrulik Figaro, pokazał on w sposób tradycyjny, ale atrakcyjny scenicznie. Spektakl bliższy jest komedii dell'arte z przebierankami i licznymi gagami, przez co całość ma dobre tempo. Ładne są dekoracje Jerzego Boducha i kostiumy Doroty Morawetz.

Pozostaje jeszcze oczywiście - tak istotna w operze - strona muzyczna, ale tu gliwicki teatr sprawił niespodziankę. Orkiestrze grającej pod batutą Tomasza Biernackiego zdarzały się potknięcia, ale udało się utrzymać solidny, profesjonalny poziom, zwłaszcza kwintetowi smyczkowemu. Ireneusz Miczka (Figaro), Ryszard Smęda (Bartolo) i Jacek Ozimkowski (Basilio) pewne niedostatki wokalne tuszowali niezłym aktorstwem. Ten rodzaj scenicznej konwencji narzuconej przez reżysera w przyszłości wymaga jednak od wykonawców dyscypliny, bo można ulec skłonności do tzw. gierek pod publiczność.

Pozyskano także dwójkę solistów Opery Narodowej, którzy niewątpliwie podnieśli wartość spektaklu. Iwona Hossa z lekkością i wdziękiem pokonywała koloraturowe zawiłości partii Rosiny, a będący tym razem w dobrej formie wokalnej Adam Zdunikowski stworzył bardzo dobrą postać hrabiego Almavivy.

Jacek Marczyński, "Rzeczpospolita", 27.04.2002

Powrót

STRONA GŁÓWNA | CO NOWEGO? | REPERTUAR | NA AFISZU | BILETY
O TEATRZE | IMPRESARIAT | KINO AMOK | KRAKOWSKI SALON POEZJI | RUINY TEATRU VICTORIA
GLIWICKI MAGAZYN KULTURALNY | KWARTET ŚLĄSKI | DWA TEATRY - SEZON JUBILEUSZOWY | THE BOLSHOI BALLET: LIVE IN HD | XXIII GLIWICKIE SPOTKANIA TEATRALNE
SKLEPIK GTM | NEWSLETTER | DLA MEDIÓW | PRZETARGI | KONTAKT
Gliwicki Teatr Muzyczny, ul. Nowy Świat 55/57, 44-100 Gliwice, tel. +48 32 230 67 18
BIP
Oprogramowanie CMS & hosting - Agencja reklamowa GTK.PL