ORZECHOWY DWUPAK
Uroczy baletowy spektakl. Wyrażam swój głęboki podziw dla odwagi dyrektora. Taka inscenizacja to także wyzwanie dla choreografa. Wyjaśniam, dlaczego podziw i dlaczego wyzwanie. Suitę baletową Piotra Czajkowskiego "Dziadek do orzechów" wystawiały największe sceny baletowe, w tym niezrównane w sztuce baletu teatry rosyjskie. Wielu dyrektorów nie śmiałoby zmierzyć się z taką legendą. Nasz gliwicki spróbował. Wiedząc o tym, czym dysponuje, zaproponował pracę nad suitą znakomitemu choreografowi. Ten z kolei, znając i zespół, i scenę, podjął się trudu przygotowania klasycznego baletu. Efekt - myślę, że całkiem niezły - oglądaliśmy na deskach gliwickiego teatru w sobotni wieczór.
Zofia Rudnicka opracowała inscenizację i choreografię baletu, robiąc frajdę nie tylko publiczności, która wie o nim niewiele. Niewiele ma też okazji, by zobaczyć go w tak wysmakowanej klasycznej oprawie. Frajdę miał przede wszystkim zespół, któremu serce rwie się do baletu - tego się uczyli i za tym tęsknili. Co do "Dziadka...": choreograf odbiegł w dość znacznym stopniu od oryginału: zmienił epokę - mamy trochę lat dwudziestych, trochę współczesnych; unowocześnił postaci, skrócił też fabułę, zostawiając to, co dla publiczności - jego zdaniem - najlepsze. Mamy więc pierwszą scenę: rodzina tuż przed Bożym Narodzeniem. Olbrzymia i naprawdę zachwycająca choinka, wszyscy odświętnie ubrani, zabawa jeszcze się nie zaczęła, prezenty jeszcze nie pod choinką, w tle olbrzymi telewizor - signum temporis.
Z jednej strony zachowany trzon fabuły, z drugiej zaprezentowanie publiczności tego, co w balecie najważniejsze, czyli devertissement - tańców popisowych solistów, efektownych wstawek służących ukazaniu umiejętności tancerzy. To właśnie jest ów dwupak - uroczy, w pięknym opakowaniu, zabierający nas w baśniowy świat. A jednocześnie edukacyjny, bo jako widzowie mamy okazję zobaczyć najważniejsze baletowe kroki.
Czas na pochwały i prztyczki. Zaczynam od pierwszych. Chwalę scenografię i kostiumy pomysłu Tatiany Kwiatkowskiej (bajkowe śnieżynki, dzieci-cukierki, myszy). Nie podobał mi się strój Dziadka do orzechów. Dopiero po jakimś czasie zorientowałam się, że to ten najgłówniejszy prezent. Chwalę baleriny: Klarę (Katarzynę Grucę) i Wieszczkę Cukrową (Kamilę Święcicką). Obie pokazały, czym jest istota baletu. Pierwsza z gracją i młodzieńczą werwą, druga z majestatycznością, dystyngowaniem i kobiecością. Bardzo wyrazistą postacią był Drosselmeyer (Jacek Nowosielski) - w pelerynie i z wyczernionymi brwiami i wąsami, demoniczny, ale niestraszny, raczej przewodnik-przyjaciel, niż srogi krewny. Podobał mi się Fred (Sebastian Fiedor) - wszędzie go było pełno, znakomicie roztańczony, przy tym niezwykle energiczny, ma swój styl.
Prztyczka daję Dziadkowi do orzechów (Tomasz Sośnik) - taki mdły jakiś ten książę lalek. Brakowało mi także oddechu na scenie - ale o tym nie pora dyskutować. Chwilę zatrzymam się na programie: od kilku sezonów GTM wydaje za każdym razem dopieszczone graficznie i bogate w informacje, nie tylko dotyczące spektaklu. Nie zawiódł i przy "Dziadku do orzechów". Summa summarum: na ten baletowy spektakl w poszukiwaniu doznań bajkowych i estetycznych mogą się śmiało wybrać i dzieci, i dorośli.
KOSMICZNY DZIADEK DO ORZECHÓW
Świat baśni powrócił na scenę Gliwickiego Teatru Muzycznego. Tym razem widzowie mogą zobaczyć jeden z najsłynniejszych baletów Piotra Czajkowskiego pt. "Dziadek do orzechów".
Dzieło mistrza z powodzeniem przeniosła na gliwicki grunt Zofia Rudnicka. Bajkowa historia nieco różni się od tradycyjnego baletu, przede wszystkim strojami. Jak łatwo się domyślić, metamorfozę przeżyli przede wszystkim bohaterowie spektaklu.
Na scenie zobaczymy więc Dziadka do orzechów w nowoczesnym, przypominającym skafander kosmonauty, kostiumie. Rolę ołowianych żołnierzyków, zabawek, które trafiły dawno temu do lamusa, zajęli wojskowi w mundurach rodem z NATO. Nawet myszy, z którymi walczą w wigilijny wieczór bohaterowie bajki, wyskakują prosto z komputerowego monitora.
Nowoczesna adaptacja bajki nie straciła jednak swojego klasycznego uroku. Zadbali o to tancerze GTM.
W partiach baletowych trudno odmówić im kunsztu i doświadczenia. Widowisko nabiera ogromnego tempa już na początku pierwszego aktu. W drugiej części szykuje się natomiast prawdziwa uczta dla miłośników tańca. Za sprawą czarodzieja Drosselmeyera na scenie ożywają wszystkie z elementów świątecznej dekoracji. Skinienie różdżki sprawia, że wirują nie tylko chińskie lampiony, dzbanek z kawą, czy cukierki z półmiska.
Prawdziwym zaskoczeniem dla widzów jest tort, z którego wyskakują na scenę najmłodsi uczestnicy spektaklu - dzieci, które na co dzień uczą się w gliwickiej szkole baletowej.
Widzom z pewnością spodoba się Kamila Święcicka, grająca rolę Wieszczki Cukrowej, jej niebywała lekkość i dostojność, nie inaczej wypada również Klara, grana przez Katarzynę Grucę.
Kunszt aktorski i doświadczenie na scenie prezentują także: Jurij Stesew, Sebastian Fiedor, Tomasz Dynarowicz, Marek Błasiak, Dominika Koj, Anna Siwczyk i Sabina Langner.
Publiczność czaruje również Jacek Nowosielski, grający rolę Drosselmeyera, przyjaciela domu, słynącego z niezwykłych prezentów sztukmistrza. Samego Dziadka do orzechów gra debiutant Tomasz Sośnik.

